krojczy

idę lekko zamyślony

nagle słyszę, że ktoś jojczy

zaglądam przez małe okno

patrzę siedzi stary krojczy 

łzy mu lecą po policzkach

szkoda chłopa, chrząkam, patrzy,

kłaniam się, zagajam jakoś

opowiada – miałem na trzy 

płaszcze kupon gabardyny

rozłożyłem jak należy

posprawdzałem tak jak zawsze

pewnie pan mi nie uwierzy 

nie pomogło mi skupienie

i poranne obie kawy

ale płaszcze miły panie

krótkie będą mieć rękawy 

nie wiedziałem śmiać się, płakać

lecz złapałem, że krojenie

to nie fraszka, nie igraszka

tylko trudne zagadnienie

śpiewak

cóż może być łatwiejszego

gdy ci w duszy ciągle gra?

niż tralala tralalili

tralilali tralala? 

przy goleniu, kiedy biegasz

rano i na koniec dnia

tralalala tralalili

tralilali tralala 

pytasz czasem pośród treli

czy się wyżyć z tego da?

z tralalala tralalili

tralilali tralala?

skąd mam wiedzieć

głosu nie mam

nawet na krótkie lala

ludwisarz

dawno już odeszły czasy

najlepsze dla ludwisarzy

dziś to bardzo płytka nisza

rzadko tak się bowiem zdarzy 

(jeśli już to wyjątkowo)

by do pana rzemieślnika

przyszedł ktoś zamówić lufę

albo ramię do świecznika, 

dzwon, mosiężne klamki albo

klamry, kinkiet lub spluwaczkę

szanse prawie żadne także

na nocniczek lub na kaczkę 

dawno już odeszły czasy

najlepsze dla ludwisarzy

choć to zawód z tradycjami

łatwo dziś się na nim sparzyć

kuśnierz

pewna pani, późnym latem

lub na jesieni początku

urządziła szaf swych przegląd

by garderobę w porządku 

mieć, gdy zimno wokół będzie

gdy łagodnego Zefira

silny zastąpi Eurus

(wiatr, co ma opinię świra) 

obejrzała palta, futra

oraz obie swe etole

okazało się, że szafie

pani się zalęgły mole 

niezwykle ponoć żarłoczna

była moli to odmiana

bowiem pani po przeglądzie

była całkiem załamana 

wciąż nie wiecie, moi drodzy

dokąd ta historia zmierza?

otóż pani, futra, kożuch

wnet zawiozła do kuśnierza 

który trochę się nabiedził

gdy po molach dziury łatał

ale efekt co osiągnął

to był istny rekord świata 

pani była wniebowzięta

znów błyszczała w futrach wszędzie

odtąd zawsze pamiętała

o wietrzeniu i lawendzie

dekarz

było lato, pewnie czerwiec

siedział Jasio w piaskownicy

pod dom podjechało auto

i wysiedli robotnicy 

kierowca powiedział – niechaj

chłopczyk rodzicom przekaże

żeby szybko tutaj przyszli

bo przyjechali dekarze 

Jaś poderwał się natychmiast

pobiegł do kuchni, do mamy

co zrozumiał, to powtórzył

przyjechały kilogramy 

mama lekko się zdziwiła

zdjęła z palnika saganek

i ciekawa o co chodzi

poszła za synem na ganek 

sprawa stała się dla mamy

w ciągu sekund paru jasna

kilo z dekiem pomieszane

plus interpretacja własna 

mama – jak to wszystkie matki

szybko wyciągnęła wnioski

zrozumiała, że Jasiowi

pomieszały się jednostki 

do mieszanki kilo z dekiem

dołączyła kropla strachu

(ktoś przyjechał i coś mówi)

i zapomniał Jaś o dachu 

i że miał go ktoś naprawić;

bardzo często tak się dzieje

nie pamiętasz o dekarzu

gdy na głowę się nie leje

opiekun

powiedz babciu – spytał wnuczek

(a napięty był jak struna)

czy się twoim zdaniem, babciu,

nadaję na opiekuna 

babcia odłożyła druty

na których szalik robiła

poprawiła okulary

potem lekko nos zmarszczyła 

i tak rzekła – miły wnusiu

nikt od ciebie lepiej nie wie

czy potrafisz wspierać innych

kiedy znajdą się w potrzebie 

czy masz tony cierpliwości

czy potrafisz nie oceniać

i czy umiesz się poświęcić

czy na siłę nie chcesz zmieniać 

czy odnajdziesz w swoim sercu

wyrozumiałości składy

bo bez tych cech – miły wnusiu

długo raczej nie dasz rady 

tu historia się urywa

nie wiem co pomyślał wnuczek

może babci swej uwierzył

a może próbował sztuczek 

mniejsza co tam wnuczek zrobił

powiem wam – choć wiecie sami

kiedy idzie o opiekę

babcie są wręcz ekspertkami