modelarz

gdy siedziałem na słoneczku

na leżaku wyciągnięty

przyszedł sąsiad i tak zaczął

(nie wiem czemu, lecz był spięty): 

„jak się trochę zastanowić

i poprzyglądać przedmiotom

z których co dzień korzystamy

powstaje pytanie kto to 

jest spryciarzem ponad miarę,

niech nam szybko się pokaże

i opowie jak się robi

rzeczy pierwsze egzemplarze 

kiedy projekt na papierze

gdy nie było kształtu jeszcze,

nie wiem jeszcze co tu nie gra

lecz gdy znajdę to obwieszczę 

tajemnicę wszem i wobec

zdemaskuję podstęp wielki

nie pozwolę nas nabijać

z przeproszeniem do butelki” 

a gdy już wykrzyczał kwestię

to pożegnał się (wciąż spięty)

i popędził – ledwo widać

było w ruchu jego pięty 

jak go znam to będzie tropił

kto z przedmiotami spiskuje

ale czy odkryje prawdę?

cóż, tego nie przewiduję

pisarz

dawno temu – tak słyszałem

jeśli łżę, to niech się smażę

w szkołach, domach i urzędach

wszędzie były kałamarze 

w kałamarzach był atrament

czarna ciecz (lub granatowa)

i jak wiecie atramentem

się pisało różne słowa 

(zaraz, chwila, by nie było

że palnąłem wielką bzdurę

się pisało atramentem

i w nim umoczonym piórem) 

były szkoły kaligrafii

były problemy z kleksami

z przenoszeniem, poprawkami

z gramatyką i z bykami 

usłyszałem dwa dni temu

gdy w pociągu byłem, w drodze

następującą opinię

z którą raczej się nie zgodzę 

„że dzisiejsze komputery

takie rzeczy już potrafią

(na ten przykład doskonale

radzą sobie z ortografią) 

iż człowieka rola cała

przy pisaniu nowych książek

to jest podejść do maszyny

i pociągnąć raz za drążek 

w pudle warknie i zaszumi

ciut postuka i poszmera

i wyskoczy zaraz dzieło

coś na miarę Pulitzera” 

nie wtrącałem się w rozmowę

chociaż mi pachniała bzdurą

czemu? przecież to nieważne

czy komputer, czy też pióro 

służy wiernie pisarzowi

do utworu notowania

to narzędzie martwe tylko

i nie w nim jest duch pisania 

jeśli kto ma inne zdanie,

to: szanowni adwersarze

nie przedmioty, ale ludzie

nie maszyny, a pisarze 

tworzyć będą do godziny

tej ostatniej na zegarze

(wiem, powtarzam się, co zrobić…)

nie maszyny, lecz pisarze

szwaczka

dzisiaj krótko i oszczędnie

bez zbędnego nawet znaczka

wam napiszę o zawodzie

który się nazywa szwaczka

to fach bardzo manualny

nie pomogą w nim wybiegi

kto ma ręce lewe obie

tego wnet wykończą ściegi

doradca

wciąż pamiętam to dokładnie

choć minęły długie lata

kumpel przybiegł krzycząc głośno

mam, znalazłem, rekord świata 

nie chodziło o sport wcale

ani o Guinnessa Księgę

mimo, że kolega w sumie

nie uchodził za ciemięgę 

wrzask radosny miał oznajmiać

(co też czynił dość skutecznie)

że kolega znalazł zawód

co w nim można działać wiecznie 

tak przynajmniej uzasadniał

radość swoją żywiołową

(wyrażaną jak spisałem

oraz przez machanie głową) 

mówił – chłopie, to jest fucha

za nic sam nie odpowiadasz

tylko robisz mądre miny

i innym coś tam doradzasz 

rolnikowi co ma zasiać

studentowi gdzie pracować

firmie jak podatki płacić

albo w co zainwestować 

a jak ci się coś nie uda

to wyjaśnisz od niechcenia

że scenariusz co się zdarzył

trudny był do przewidzenia 

mój sceptycyzm się koledze

tak do końca nie podobał

cóż poradzić – zdań różnica

i nie będę dziś triumfował 

znając nieźle fach doradcy

z praktycznego doświadczenia

koniec, kropka, tyle miałem

dzisiaj wam do powiedzenia

obserwator pokładowy prób w locie

poszukując przeznaczenia

(pamiętacie moją ciocię

jej sugestię i tak dalej?)

chciałem się zatrudnić w Locie

a w konkretnej owej chwili

tej o której teraz piszę

to nie chciałem być pilotem,

dotąd jeszcze głos swój słyszę

świeży taki przed mutacją

ciut piskliwy i niewinny

że pilotów to jest dużo

i ja zostać chcę kimś innym

nie pamiętam kto mnie spytał

„no to kim chcesz zostać knocie?”

ani skąd znałem odpowiedź

dzisiaj gotów bym dać krocie

za wyjaśnienie zagadki

jakżeż przyszedł mi do głowy

obserwator od prób w locie

na dodatek pokładowy

może było to sprzężenie

może telepatii tchnienie

mniejsza o to, niech zagadkę

nadal kryją czasu cienie

by zakończyć na dziś wywód

nie sprawdziłem, ale sądzę

że obserwator z pokładu

całkiem niezłe ma pieniądze

tak przynajmniej być powinno

gdy na logikę sprawę brać

ale czy jest – nie gwarantuję

dobranoc państwu, pora już spać

funkcjonariusz

biorę drodzy pod uwagę

że was dzisiaj trochę wzruszę

lub rozśmieszę swym wyznaniem

chciałem być funkcjonariuszem

żeby waszej wyobraźni

nie niszczyły te wyznania

już na wstępie wprost wyjaśnię

że to tylko rozważania

wstępne były i przymiarki

które wnet mnie przekonały

że nie dla mnie są rozkazy

i munduru urok cały

i że nic mnie nie przekona

do kariery na granicy

w więziennictwie, na kolei

i w prewencji na ulicy

że nie będę Dżejmsem Bondem

ani nawet Borewiczem

bo pokory odpowiedniej

raczej w sobie nie wyćwiczę

i choć potem mnie ambicja

jeszcze z raz przekonywała

że to pięknie państwo chronić

lecz ambicja ta przegrała

z podstawową wręcz potrzebą

bliską jak ciału ubranie

którą w skrócie można nazwać

swobodne funkcjonowanie

tak swobodne, jak się tylko

udać może w danej chwili

czego również i wam życzę

czytelnicy moi mili