zmarnowany nieco Marian
(czyli w nie najlepszym stanie)
wstał pięć minut po dziesiątej
lekkie raczej zjadł śniadanie
pożałował, że zmarnował
wieczór oraz zdrowia krztynę,
głowę umył pod prysznicem
i znów poszedł w koleinę
blog rymowany
zmarnowany nieco Marian
(czyli w nie najlepszym stanie)
wstał pięć minut po dziesiątej
lekkie raczej zjadł śniadanie
pożałował, że zmarnował
wieczór oraz zdrowia krztynę,
głowę umył pod prysznicem
i znów poszedł w koleinę
żył w mieście N pewien pan Pe
zapału pełen, w gębie mocny
może prezesem był – kto wie?
a może stróżem, takim nocnym?
i żył tam też, w pobliżu, eR,
zamknięty ciut, z którego zapał
nie tryskał niczym gejzer, lecz
jak z kranu co ma przeciek kapał
znał Pe eR, eRa Pe też znał
znali się świetnie, bo od dziecka
łączyła przyjaźń wielka ich
szczera i dobrosąsiedzka
czasem się tylko dziwił Pe
(nie, nie złorzeczył, nie pomstował!)
czemu ma Robił dobrze tak
a nie on, Zygmunt Jan Próbował
nie wiedzieli, więc nie przyszli
szans nie mieli, by spróbować
by doświadczyć, by coś zmienić
by się zgodzić, lub zbuntować
choć wiedzieli, chociaż przyszli
choć słyszeli, choć się śmiali
przestraszyła wizja zmiany
sprzed startu się wycofali
przyszli, chociaż nie wiedzieli
uwierzyli bez dowodu
mimo, że było pod górę
poszli jak burza do przodu
łysy, czyli nie ma włosów
głupi, czyli bez rozumu
wolny, czyli bez bagażu
pusty, czyli nie ma tłumu
kudłaty, czyli nie łysy?
rozumny, czyli nie głupi?
z bagażem, czyli nie wolny?
kto dziś tę logikę kupi?
raz, raz, raz, raz, raz