gleboznawca

gleboznawca, z gleboznawcą

nawet kiedy są po pracy

wciąż o glebach rozmawiają

bo nie potrafią inaczej

o rędzinach, czarnoziemach,

regurach, smonicach, madach

tak się dzieje regularnie,

ja nie mówię o napadach

o atakach wyjątkowych

sporach o klasyfikacje

(płowe, czy cynamonowe?)

w których każdy ma swą rację

fakt, że trochę tu się zgrywam

i maskuję swą niewiedzę

w kwestii gleb, ale po prostu

tak głęboko w nich nie siedzę

fryzjer

tak myślę, co by tutaj napisać

by nie rozdrażnić czasem fryzjera

bo fryzjer kiedy bardzo nie w sosie

może znienacka ostrzyc do zera

pal jeszcze licho, gdy całą głowę

co, kiedy w nerwach taki biedaczek

rach-ciach maszynką z warkotem groźnym

wystrzyże tylko meridian-szlaczek?

a więc fryzjerze, piszę jak umiem

moc słów serdecznych o trudzie twoim

bolących nogach (bo chyba bolą,

kiedy się w pracy bez przerwy stoi)

o twych zmaganiach z tępą golarką,

szczotką, suszarką oraz grzebieniem

i odżywkami, szamponem, żelem

farbami (więcej już nie wymienię)

cóż jeśli mimo intencji szczerych

z mego powodu kiepsko się czujesz

gól, strzyż, na zero, albo na siedem

bardzo się raczej nie napracujesz